czwartek, 14 stycznia 2010

Rowerowo

Dużo czasu spędziłem ze Staszkiem na wspólnych wypadach rowerowych - czy to kręcąc się po Warszawie (legendarne spotkania przy Pl. Na Rozdrożu, gdzie Staszek zawsze docierał już nieźle rozgrzany po wspinaczce po stromej ul. Belwederskiej) czy też wypady poza Warszawę (1 zdjęcie pochodzi z okolic miejscowości Ostrykół, na której ma działkę).


Stałymi punktami wypadów była Trasa Łazienkowska, zielone okolice ul. Książęcej, często również Grochów (na trzecim zdjęciu Staszek w odbiciu szyby klatki schodowej budynku przy ul. Łukowskiej 5).





Niezapomniany wypad na Siekierki i przedzieranie się przez nieprzejezdne lasy nad Wisłą, jedyny w swoim rodzaju lejący się wieczorny kebab przy fontannie przy Pl. Na Rozdrożu czy nasz ostatni wypad rowerowy i nocna rozmowa w parku nad Cytadelą. To są dla mnie bardzo ważne momenty i na pewno ich nie zapomnę.


Andrzej

środa, 13 stycznia 2010

Elbrus

W sierpniu 2008 roku pojechaliśmy ze Staszkiem na 2 tygodnie w Kaukaz. Po trzech dniach kiepskiej pogody i nieudanych próbach, udało nam się zdobyć szczyt góry Elbrus.
Poniżej kilka zdjęć z tego wyjazdu (w drodze na szczyt, Stachu na szczycie Elbrusa i po zejściu ze szczytu: zasłużone piwo)

asia















Noc u Stacha

Pamiętam pewną dość zabawną sytuację. Mieliśmy Bal na zakończenie studiów. Po imprezie mieliśmy pojechać na noc do mnie - Meg, która wtedy chyba u mnie mieszkała, albo pomieszkiwała, Kuba, który nie dotarłby po nocy do Gołkowa. No i Stachu, który też mieszkał daleko na Ursynowie. Wsiedliśmy razem w taksówkę. Pod domem okazało się, że zgubiliśmy klucz do domu! Ja nie miałam torebki, klucz miał ktośtam wziąć no i w końcu klucza nie było. Staliśmy pod drzwiami jak idioci - Kuba i Staszek w garniturach, my z Meg w jakiś kieckach, na szpilkach. 3 w nocy, jesteśmy nieco podpici, trochę chłodnawo, a my w tych śmiesznych strojach. No to co robimy?

Stachu mówi, żebyśmy pojechali do niego do domu.
Mieliśmy wątpliwości - obudzimy Jego rodziców w środku nocy, w środku tygodnia.
No ale co innego nam pozostało? Wsiedliśmy w nocny autobus. Przyjechaliśmy do niego na Ursynów. Mama Staszka już przygotowała dla nas posłania. Dostaliśmy jakieś koszulki do spania. Chociaż wtargnęliśmy tak w środku nocy to rodzice Staszka byli bardzo mili i pomocni, a rano (znowu w garniakach i kieckach) Mama Staszka czekała na nas z super śniadankiem.

asia

odkurzone zdjecie Staszka

Wypad na miasto



Staszek byl u mnie w Oslo w marcu roku temu. Pamietam jak wysiadal z autobusu a ja czekalam na niego aby go odebrac z dworca. No wiec wysiadl z autobusu w swojej kurtce granatowej i sie do mnie usmiechnal. Zapytalam jak minela podroz, odpowiedzial, ze dobrze, ze w samolocie bylo wygodnie. Pojechalismy do mnie, zjedlismy obiad, pogadalismy (Stach przywiozl mase slodyczy z Polski, co sprawilo, ze wszyscy bylismy bardzo szczesliwi). Nastepne dni spedzilismy na zwiedzaniu Oslo. Te zdjecie sa z tej wycieczki. Teraz kiedy patrze na te zdjecie, to niemoge uwierzyc jaki Stach byl wysoki! Z tym zdjeciem po lewej stronie (z kaczkami) zwiazana jest dosc zabawna historia. No wiec pojechalismy wszyscy na miejsce, ktore sie nazywa Huk, gdzie przepieknie widac wody Oslo fjord. Plywaly tam sobie kaczki (pokazane na zdjeciu). Stajac i patrzac na kaczki, plywajace w lodowatej wodzie, zapytalam "ale przeciez tym kaczkom to musi byc zimno, plywaja przeciez w tak lodowatej wodzie", na co Stach odpowiedzial "to jest przeciez tak jak ze spiworem" :) Stach brakuje mi ciebie i Twojego poczucia humoru...Meg

wtorek, 12 stycznia 2010

Piwko w "nożowni"..


To zapewne nie jest najlepsze zdjęcie Stacha ale bardzo dobrze mi się kojarzy.. Na przełomie 2006/2007 pracowaliśmy razem w firmie Suntech wraz z innymi geografami - Tomkiem, Pawłem i Wojtkiem. Po tym jak praca się tam skończyła zwykliśmy spotykać się w takim gronie na piwie. Pewnego razu zawędrowaliśmy na Bracką (ponieważ było to zaraz obok nowej pracy Staszka - PAP'u) i zagrzaliśmy miejsca w potwornej nożowni w której stężenie dymu papierosowego pozwoliło by bez trudu uśmiercić nosorożca. Stąd pochodzi powyższe zdjęcie które od tego czasu noszę w swoim telefonie..

Wawa